sobota, 29 czerwca 2013

UWAGA

Semaaaa

Rozdziału nie było już... dawno.

Wynika to z:

a) mojej niedyspozycji psychicznej. Mam trochę kłopotów sama z sobą i nie jestem w nastroju na pisanie.
b) braku weny. Ci z was którzy sami piszą zrozumieją.
c) nieobecności przez tydzień. Wakacje przed wakacjami, rozumiecie ;)

Rozdział pojawi się już niedługo. Nie wiem dokładnie kiedy. Trudno mi powiedzieć. Wszystko zależy od weny i samopoczucia.

Z tego miejsca chciałabym straaaaaasznie podziękować komentującym. Jest was coraz więcej, co niezwykle podnosi mnie na duchu i zmusza do codziennego myślenia o nowym rozdziale.

Poza tym: chciałam również podziękować mojej kochanej Alicji za to, że pomaga, denerwuje, męczy i ogólnie rzecz biorąc jest zawsze kiedy jej potrzebuję. Kocham cię, siostra :)

Pozdrawiam,

Olga.

~~~~ And may the odds be ever in your favor ~~~~

wtorek, 4 czerwca 2013

15.

'' Ludzie boją się śmierci bardziej nawet niż bólu. To dziwne, że się jej boją. Życie boli dużo bardziej niż śmierć. W momencie śmierci, ból się kończy. Więc koniec to chyba twój przyjaciel. ''~ Jim Morrison


Wokoło mnie świszczała broń, słychać było mnóstwo krzyków. Krzyków bólu i stachu. Na placu przy Rogu Obfitości została już tylko nasza czwórka i kilku innych, zaciekle walczących trybutów.

Biegłem za dzieczyną, była mniej więcej w moim wieku. Zagoniłem ją w skalną szczelinę. Stała między dwiema wysokimi, gładkimi skałami, twarzą zarócona do mnie. Za jej plecami była tylko przepaść.

Nie patrzyłem jej w oczy, choć na pewno czaił się w nich strach. Bała się, to było widać w jej postawie. Pochylona do przodu, desperacko ściskająca w dłoni swą jedyną broń, krótki nóż, dziewczynka. Zbliżałem się do niej, by ją zamordować. Z każdym moim krokiem w jej stronę, uścisk jej drobnej dłoni stawał się lżejszy.

Stałem już tak blisko niej, że mógłbym ją zranić końcem miecza, gdy upadła. Nóż wypadł jej z ręki. Dopiero gdy tak leżała zauważyłem, że w jej lewym barku, tuż nad łopatką, zieje wielka dziura, jakby ktoś gołą ręką wydarł a niej kawałek ciała.

Wźąłem do ręki leżący obok zwłok nóż i odszedłem w kierunku Rogu. Ziemia była czerwona od krwi, wszędzie leżało pełno trupów. Marie podrzynała gardło jakiemuś jęczącemu niedobitkowi, Julie wkładała do plecaków jak najwięcej żywności i innych niezbędnych rzeczy, a Derik bandażował sobie paskudnie rozcięte ramię. Usiadłem obok niego.

- Musimy poszukać wody - Julie wyglądała na zaniepokojoną - Tu jest bardzo dużo żywności, ale nie ma ani kropli wody.

- Najważniejsze to jak najszybciej znaleźć wodę. Po walce człowiek jest wycieńczony, jeśli szybko nie znajdzie wody... jest żywym trupem. Jedną nogą w grobie, drugą wśród żywych.

Wspomnienie Rose uleciało, ale jej słowa dały mi dużo do myślenia. Szybko zebraliśmy nasze rzeczy i ruszyliśmy. Prowadziła nas Julie, która najlepiej znała ten typ terenu.. Poruszaliśmy się energicznie, starając się robić jak najmniej hałasu. Nikt nie odzywał się bez potrzeby.

Gdy zaczął zapadać zmierzch wciąż znajdowaliśmy się w skalnym labiryncie.

- Niedługo będziemy musieli rozbić obóz, najlepiej na jakimś wzniesieniu. Nocowanie w dolinach jest niebezpieczne. - Julie wyglądała na zaniepokojoną, nerwowo rozglądała się na boki. W słabej oświacie księżyc prawie nic nie było widać.

Po około pół godzinie doszliśmy do niewielkiego, porośniętego śladowymi ilościami trawy i kilkoma krzewami, pagórka. Wiał tam chłodny, delikatny wietrzyk. Taki sam jak w domu, nad morzem.

Usiadłem na trawie i pozwoliłem ponieść się wspomnieniu.

Plaża. Cicha i spokojna. Nie dotknięta destrukcyjną ręką człowieka. Siedzę na gorącym piasku, chłodna woda obmywa mi stopy. Jestem sam. 

Nie myślę. Nie zastanawiam się. Po prostu jestem. Siedzę. Oddycham. I przede wszystkim staram się oderwać od mojej codzienności. Codzienności pełnej strachu, bólu i wszechogarniającej pustki. 

Pustki w oczach taty, który przestał sobie radzić.

Pustki w oczach Annie, która przestała marzyć.

Pustki w ozach Rose, o której wiem, choć jej nie widuję.

Pustki we wszystkich ludziach, których spotykam, bo ludzie przestali być ludźmi a stali się maszynami.

________________________________________________________________________________

Cześć, Kochani!!!

Strasznie się cieszę, że tak się uaktywniliście przy ostatnim rozdziale, trzymajcie tak dalej!!!

Co do rozdziału 15. Jestem z niego dość zadowolona. Początkowo planowałam pociągnąć go trochę dalej, ale uznałam, że tak będzie dobrze, mam nadzieję, że się wam podoba :)

Rozdział 16 może w przyszłym tygodniu, penie jakoś około weekandu.

Jeszcze raz strasznie wam dziękuję,

Do przeczytania!!!

Olga.

~~~~ And may the odds be ever in your favor ~~~~

czwartek, 23 maja 2013

14.

Sześćdziesiąt sekund.

Rozglądałem się wokoło siebie. Na prawo ode mnie stała dziewczyna z Siódemki. Na lewo chłopak z Dziesiątki. Marie trzy osoby na prawo, a kolejne trzy dalej – Derik. Julie zapewne była po drugiej stronie Rogu.

Pięćdziesiąt sekund.Arena. Skalista, było pełno na niej kamienistych pagórków i otwartych przestrzeni. Prawie żadnego miejsca, gdzie można by się na dłużej schować. Nie rosła tam prawie żadna roślinność, jedynymi zwierzętami były krążące między skalnymi rozpadlinami ptaki. Przez chwilę wydawało mi się, że kątem oka, w oddali, zauważyłem kawałek lasu. Ale może to było tylko złudzenie.

Czterdzieści sekund.Róg Obfitości. Ogromna, stalowa konstrukcja delikatnie połyskująca w pełnym słońcu. Przyglądałem się jej tylko przez chwilę, lecz i tak zauważyłem coś, co mną wstrząsnęło.

Trzydzieści sekund.

W ogromnym stosie różnorodnej broni, jak zwykle zgromadzonej przed Rogiem nie było ani jednego trójzęba. Mnóstwo mieczy, łuków i strzał, noży, toporów i całej masy innej broni, ale ani jednego trójzemba.

Dwadzieścia sekund.

Choć nie miałem czasu na dalsze rozmyślania rozpaczliwie starałem się znaleźć jakieś wyjście z tej sytuacji.

Dziesięć sekund.Wymieniłem spojrzenia z Marie i Derikiem.

Dziewięć sekund.Nagle tuż obok siebie, na prawo, usłyszałem ogłuszający huk. To dziewczynka z Dwunastki postanowiła skrócić sobie życie i po prostu zeszła z platformy. Jedna z wielu min w mgnieniu oka rozdarła ją na milion krwawych kawałeczków.

Osiem sekund.

Rozluźniłem mięśnie przygotowując je do biegu.

Siedem sekund.


Ostatnie głębokie wdechy.
Sześć sekund.

Oparłem dłonie na ugiętych kolanach.

Pięć sekund.

Delikatnie pochyliłem głowę, tak, by nawet podczas biegu słońce nie świeciło mi w oczy.

Cztery sekundy.

Zamknąłem oczy. Tylko na chwilę. Ostatnia chwila prawdziwego odpoczynku w ciągu najbliższych liku dni

Trzy sekundy.

. Wbiłem skupiony wzrok w Róg w upatrzony krótki, jednoręczny miecz.

Dwie sekundy.

Rzuciłem ostatnie spojrzenie na arenę.

Sekunda.

Zewsząd dochodzi nas głos Claudiusa Templesmitha

„Panie i panowie, sześćdziesiąte czwarte głodowe igrzyska, uważam za otwarte!”

Gwałtownie ruszyłem z miejsca. Najszybciej jak tylko umiałem dobiegłem do Rogu i chwyciłem za miecz. Nagle tuż obok mnie zmaterializowali się Marie i Derik, już uzbrojeni i gotowi do walki. Tuż po nich nadbiegła Julie.

Tuż obok mojej prawej ręki przemknąć próbowała jakaś mała ciemnoskóra dziewczynka. Zapewne z Jedenastki. Zadałem jej szybki, bezlitosny i śmiertelny cios w brzuch.

- Zabijamy wszystkich. Bez wyjątku. – przypomniałem reszcie, choć raczej nie było to konieczne.

Ruszyliśmy przed siebie. Zobaczyłem kilkoro dzieciaków w popłochu umykających między skały. Pojedynczo i w parach. Jedynka i Siódemka, już uzbrojona, rzuciła się w pogoń za niektórymi z nich. Marie zaczęła rzucać nożami. Cięła dziewczynę z Siódemki w rękę gdy ta znikała między skałami. Derik zabijał gołymi rękami, Julie również nie zostawała w tyle. Prawie każdy z jej ciosów był śmiertelny.  Niektóre dzieciaki próbowały walczyć między sobą, padał trup za trupem. Niektórych zabijaliśmy my, innych wyeliminował sojusz Jedynki z Siódemką, ale to nie miało znaczenia.

Znaczenie miało to, że staliśmy się Zawodowcami.

Staliśmy się mordercami.


__________________________________

Rozdział jest krótki i mało treściwy, zdaję sobie z tego sprawę. Mimo to dodaję go, żeby ni robić zbyt dużej przerwy między notatkami. Jeśli chodzi o następną notatkę – liczę na waszą pomoc. Zaczynają się Igrzyska i mam mnóstwo czasu do zagospodarowania, nie bardzo wiem co z tym zrobić, więc proszę Was: komentujcie, podpowiadajcie, pomagajcie. Pomóżcie mi w tworzeniu następnego rozdziału, a może dodam go już 2 -3 czerwca. Liczę na was
J

Do przeczytania,

Olga.


~~~~~ And may he odds be ever in your favor! ~~~~~


CZYTASZ = KOMENTUJESZ

niedziela, 19 maja 2013

INFORMACJA

1. Postaram się dodać rozdział 14 w ciągu tego tygodna, ale nic nie obiecuję :)

2. Jeżeli rozdział nie pojawi się do najbliższej soboty to będziecie na niego czekać aż 2 tygodnie, ponieważ od 25 maja jestem w Londynie i nie będę miała jak wrzucić notatki.

Dziękuję wam za wszystkie komentarze pod rozdziałem 13, oraz za wyrozumiałość i oczekiwanie. Jesteście kochani :)

Do przeczytania :)

Pozdrawiam


~~~~ And may the odds be ever in your favor~~~~

piątek, 3 maja 2013

13.

Nicość. Czarna i bezkresna. Pusta jak oczy martwego człowieka. Czuję że spadam w jej odchłań, osuwam się w jej paszczę najerzoną ostrymi zembami koszmarów. Prześlizguję się między nimi i spadam dalej. Coraz szybciej i coraz gwałtowniej. Pędzę na łeb na szyję, prędkość zapiera mi dech w piersiach. Nagle zatrzymuję się. Powoli, ostrożnie nabieram w płuca powietrza. Otwieram oczy.

Leżałem na łóżku. Starałem się nie myśleć o nadchodzącym dniu. Dniu rozpoczęcia Igrzysk.

Zerwałem się na równe nogi. Wizje krwi, broni i zabijających się nią dzieciaków niesamowicie wyraźnie rysowały się w moim umyśle. Za wyraźnie. Czekała mnie kolejna nieprzespana noc. Noc pełna chwil zwątpienia w samego siebie, zwątpienia w świat i zwątpienia w cel. Cel którym jest życie.

Po co żyć? Po co żyć w taki sposób? Być marionetką w rękach kapitolu, być ubezwłasnowolnioną kukłą. Po co walczyć. jeżeli czeka mnie takie życie? Życie według zasad innych ludzi, ludzi okrutnych, żerujących na śmierci niewinnych dzieci? Czy warto żyć, kiedy inni umierają? Kiedy, aby przeżyć, musisz zabijać?Te myśli galoowały w mojej głowie, nie dawały mi spokoju. Trzecią noc z rzędu nie dawały spać. Męczyłem się z nimi aż do siódmej rano, gdy wszedłem na śniadanie.

W jadalni było cicho. Przy stole siedziała już Marie, piła herbatę. Usiadłem na przeciwko niej i nalałem sobie kawy. Po chwili do jadalni weszła Fanny, a za nią Mags. Nasza opiekunka natychmiast zaczęła wesoło trajkotać i zadawać pytania. Nikt jej nie odpowiadał.

Po śniadaniu mieliśmy pół godziny żeby się ubrać w przygotowanie dla nas rzeczy. Granatowa koszulka z długim rękawem, czarne spodnie, wysokie buty na grubej podeszwie i dość ciepła, również czarna, kurtka. Strój na upalne dni i lodowate noce, skalisty krajobraz.

Wyszedłem z pokoju. Przy windzie spotkałem się z Marie. Razem zjechaliśmy do podziemi, gdzie razem z pozostałymi trybutami wsieliśmy do białego, nienagannie czystego poduszkowca. W między czasie jakaś kobieta wszczepiła nam w ramiona lokalizatory.

Po godzinie wylądowaliśmy w podziemiach areny. Każdy trybut po kolei wychodził z poduszkowca pod eskortą dwóch Strażników Pokoju. Prowadzili nas do ekip przygotowawczych i stylistów. Moja ekipa od razu dała sobie spokój. Doszli do wniosku, że nie trzeba mnie upiększać. Do pokoju weszła moja stylistka.

- Witaj, Finnicku.- uśmiechnęła się do mnie i zajęła miejsce na fotelu w rogu sali. - Mags poprosiła mnie, żebym przekazała ci kilka rad.

Skinąłem głową. Znałem te "rady", Rose powtarzała mi je przed każdymi Dożynkami, ale uznałem, że nic się nie stanie, jeśli jeszcze raz je usłyszę.

- Po pierwsze: naj;epiej by było, żebyś uniknął walki przy Rogu Obfitości, ale to raczej nie możliwe, ze względu na to, że jesteś zawodownem i masz sprzymerzeńców. Ale musisz uważać, to będzie krawa jatka, nikt cię nie oszczędzi. Co mądzrzejsi na samym początku się rozbiegną, będą starali się jak najbardziej oddalić od Rogu. Ci któży zostaną są najodważniejsi i najbardziej pewni siebie. Zabij ich jak najwięcej. Nieważne czy to dziewczyna czy chłopak, czy ma dwanaście lat czy osiemnaście. Zabijaj.
Po drugie: znajdź wodę. Bez wody nie przeżyjesz ani dnia, jest twoim największym przyjacielem.
Po trzecie: unikaj spania na ziemi. Najlepiej spać na drzewach, nigdy nie wiadomo co Organizatorzy mogą na was wypuścić w nocy.
Po czwarte: żadnych ognisk w nocy. Tylko o zmierzchu lub nad ranem, chyba że jesteś w większej grupie i możecie się bronić. To chyba wszystko.

Przez chwilę siedzieliśmy w milczeniu.

- Musisz już iść. - powiedziała i wskazała wielką szklaną tubę. Wszedłem do niej i powoli wyjechałem na arenę.

_______________________________________________________________________________

No i jest ostatni rozdział przed Igrzyskami. Jest okropny i pełen błędów, ale trudno. Jest jaki jest i ja nie mam czasu tego zmieniać. Nie wiem kiedy dodam rozdział 14. ze względu na to, że nie wszystko jest w nim dla mnie jasne. Nie wszystko mam ułożone w głowie. Więc może się okazać, że trochę na niego poczekacie :) .

Są dwa akapity zawierające myśli i sen, są one napisane kursywą. Od teraz wsztskie przemyślenia, wspomnienia i sny będą pisane pochyłą czcionką i w czasie traźniejszym.

Zaczynacie komentować, co bardzo podnosi mnie na duchu i mobilizuje do dalszej pracy :) Dziękuję :)

Olga.


CZYTASZ = KOMENTUJESZ

środa, 1 maja 2013

Liebster Award ^.^

Nominację dostałam od Alicji (http://cato-born-to-die.blogspot.com), za co bardzo bardzo bardzo dziękuję.

Nominajcę do Liebster Award otrzymuje się od innego blogera w ramach uznania za "dobrze wykonaną pracę". Daje możliwość rozwinięcia swojej działalności.

Po odebraniu nagrody należy:

1. odpowiedzieć na 11 pytań zadanych przez nominującego.
2. zadać 11 pytań.
3. nominować 11 blogów (nie wolno nominować nominującego ani samego siebie)

PYTANIA OD ALI:

1. Jakie jest twoje hobby?

Jazda konna, pisanie, czytanie...

2. Ulubiona książka/seria książek?

Harry Potter, Igrzyska Śmierci, Władca pierścień. Wiedźmin (użo tego, wiem :))

3. Kto jest dla ciebie autorytetem?

Każdy kto na to zasługuje.

4. Jedna rzecz, bez której nie umiałabyś przeżyć?

Nie ma takiej. Chyba że przyjaciele to rzeczy...

5. Wymarzony zawód przyszłości?

Chirurg. Najlepiej na kardio <3

6. Największe marzenie z dzieciństwa?

Zawsze marzyłam o tym, że moje życie będzie normalne i poukładane.

7. Ulubiony aktor i aktorka?

Trudno to jednoznacznie określić, ale jeśli chodzi o aktorów: Tom Felton, Aleksander Ludwig, Joshua Hutherson, aktorki: Emma Watson, Isabelle Furhman, (ale to nie wszyscy)

8. Jakiej muzyki słuchasz?

Właściwie każdej. Od Lany Del Ray po Metallicę. Tylko takiej typowej "rombanki" nie mogę znieść. No i Green Daya nie dzierżę.

9. Ostatnia książka jaką przeczytałaś?

"Zemsta", niestety.

10. Najlepsze wspomnienie?

Hmmm... Chyba to jak po raz pierwszy zrozumiałam, że mam prawdziwych przyjaciół.

11. Czy ludzie są ci potrzebni do przeżycia?

Normalni ludzie nie. Nienawidzę ich. Ale są tacy, o których wiem, że jeśli umrą, moje życie również się skończy.

MOJE PYTANIA:

1. Lubisz oglądać seriale? Jeśli tak, to jakie?

2. Jakie blogi najchętniej czytasz?

3. Jakie jest twoje największe marzenie?

4. Kto jest dla ciebie najważniejszy na świecie?

5. Twój ulubiony zespół muzyczny to?

6. Bardziej lubisz Sherlocka Holmesa czy doktora Watsona?

7. Jaką książkę zabrałbyś/zabrałabyś ze sobą na bezludną wyspę na której masz spędzić resztę życia?

8. Masz hobby? Jakie?

9. Jaki jest twój ulubiony film?

10. Ulubiona piosenka?

11. Z jakiej kożystasz przeglądarki internetowej?

NOMINUJĘ:

1. http://historia-hermiony-riddle.blogspot.com/
2. http://czy-to-juz-to.blogspot.com/
3. http://nowy-hogwart.blogspot.com/
4. http://rose-scorpius-love.blogspot.com/
5. http://krewnaszychprzodkow.blogspot.com/
6. http://hermiona-hogwart.blogspot.com/
7. http://hermionariddle-story.blogspot.com/
8. http://hpdramione.blogspot.com/ - "Nie ma nieba"
9. http://hpdramione.blogspot.com/ - "Śmierć będzie ostatnim wrogiem który zostanie zniszczony"
10. http://d1-56th-hunger-games.blogspot.com/
11. http://d2-56th-hunger-games.blogspot.com/

Wszystkich zainteresowanych powiadamiam, że jestem na dobrej drodze do ukończenia rozdziału 13 jeszcze przed sobotą.

środa, 24 kwietnia 2013

12.

Wróciłam. Po waszych dość licznych komentarzach, wróciłam. Ale wciąż nie jestem do tego przekonana, więc liczę na waszą aktywność. Rozdział taki sobie, ale jest :)

_______________________________________________________________________________

10 punktów. Byłem w szoku. Nie liczyłem na tak wysoką notę. Dawała mi ona, w połączeniu z moimi umiejętnościami, realną szansę na zwycięstwo.

- Teraz sponsorzy będą się o nas bić - Marie mrugnęła do mnie, i odeszła. Po chwili ja również wstałem.
Wesołe krzyki Fanny, Mags i stylistów mnie męczyły. Miałem za sobą nieprzespaną noc. Postanowiłem się wyspać.

Leżałem patrząc w sufit. Znów nie mogłem zasnąć. W głowie miałem pustkę. Żadnych uczuć, żadnych myśli. Nic. Czarna dziura. Po prostu tępo gapiłem się w sufit. Całą noc. Znowu.

Rano działałem jak maszyna. Wstałem, wźąłem prysznic, ubrałem się, zjadłem śniadanie. Nie zwracałem uwagi na to, co działo się wokół mnie. Ani na wesoły śmiech Marie, ani na Mags mówiącą coś o naszym planie dnia, ani na niemiłe komentarze Fanny które rzucała pod moim adresem. Wszystko dochodziło do mnie z opóźnieniem, jakbym był oddzielony od świata grubą szybą. Byłem tylko ja i mój brak myśli.

Nagle zauważyłem, że Fanny i Marie wstają od stołu i wchodzą do pokoju naszej opiekunki.

- Co się stało? - zapytałem, jeszcze dość nieprzytomny.

- O czym mówisz?

- Nieważne. Co my mamy dzisiaj wogóle robić? Treningów już nie ma, prawda?

- Nie, nie ma ich. Wieczorem będą wywiady z Caesarem. Musimy was do nich przygotować. Najlepiej od razu bierzmy się do pracy.

- A na czym te całe przygotowania miałyby polegać?

- Zaraz zobaczysz. Finnick, jesteś jednym z młodszych uczestników tegorocznych Igrzysk. Sądzisz, że mimo to masz szansę na wygraną?

- Słucham?

- Ja zadaję pytania ty odpowiadasz. Dowcipnie, z uśmiechem. Jesteś optymistą, zawodowcem o zabójczych umiejętnościach.

Postpały się pytania. Mags odpytywała mnie z każdego możliwego tematu. Jak mi się podoba Kapitol, życie w dystrykcie, rodzinę, Annie, Rose, ulubiony rodzaj broni, jak oceniam swoje szanse i wiele innych. Gdy ze mną skończyła byłem wyczerpany.

Po obiedzie poszedłem do Fanny.

- Podejdź do mnie. - zakomenderowała. Zrobiłem co kazała. Wciągnąłem na siebie elegancki garnitur i koszulę. Łaziłem w tą i spowrotem po pokoju. Odpowiadałem na kolejną porcję pytań. Używałem kwiecistego, wszukanego, Kapitolijskiego języka. Fanny nie miała mi nic do zarzucenia. Po kilku godzinach po prostu kazała mi oddać garnitur i wysłała mnie do stylistki.

Znów zaczęło się piekło. Przymiarki, poprawki, doszywanie, odpurwanie i zachwycanie się nad moim ostatecznym wyglądem. To wszystko doprowadzało mnie do szału. Ale było nieodzowną częścią Igrzysk.

- Półdziemy teraz do studia. Denerwujesz się? - spytała Naeke.

- Nie mam czym. Jestem dobrze przygotowany.

- To dobrze. Pewność siebie to podstawa.

Weszliśmy za kulisy sceny. Kręciło się tam pełno ludzi. Wszyscy trybuci stali w szeregu pod ścianą.

"Jak do odstrzelenia" pomyślałem, ale stanąłem obok Marie.

Nagle ułyszeliśmy oklaski publiczności i śmiech Caesara. Na scenę wyszła dziewczyna z Jedynki. Była ubrana w piękną białą sukienkę i srebrne sandałki. Kasztanowe włosy miała spięte w luźny kok na czubku głowy. Miała mniej więcej szesnaście lat. Publiczność była zachwycona. Na pytania dziewczyna odpowiadała szybko i bez namysłu, ale logicznie i spójne. Zrobiła bardzo dobre wrażenie.

Chłopak z Jedynki wyglądał komicznie w białym, błyszczącym garniturze. Włosy miał nażelowane tak, że świeciły się bardziej od garnituru. W Kapitolu taki wygląd musiał uchodzić za szczyt elegancji, bo publika wprost oszalała. Jego wypowiedzi nie były jednak powalające. Mówił zwięźle, ale odbiegał od tematu.

Julie wyglądała niesamowicie w krótkiej, czerwonej sukience i czarnych szpilkach. Jej zaczesane na bok bląd włosy falami opadały na ramię. Uśmiechała się, mówiła szybko i zwięźle. Żartowała. Ale pokazała też, że jest Zawodowcem. W jej oczach można było dostrzec te charakterystyczne mordercze błyski.

Derik sprawiał przerażające wrażenie. Sportowy garnitur był na niego minimalnie za wąski, materiał opinał mu się na ramionach. Mówił niewiele. Patrzył  spodełba. Jego budowa góry lodowej tylko pogłębiała to wrażenie.

Dziewczynka z Trójki, drobna trzynastolatka zaprezentowała się zaskakująco dobrze. Wyglądała uroczo w skromnej zielonej sukience i prostym warkoczu. Z uśmiechem wspominała dom, opowiadała anegdoty. Jej śmiechem nie sposób było się nie zarazić.

Trzybut z Trójki nie wypadł tak dobrze jak jego koleżanka. Jąkał się i plątał ze własnych wypowiedziach. Miał na sobie nie dopasowany, fioletowy garnitur. Chłopak stwarzał ogólnie słabe wrażenie. Nie był materiałem na zwycięzcę.

Na scenę zgrabnie wmaszerowała Marie. Miała na sobie zwiewną niebieską sukienkę, białe baletki a włosy luźno puszczone na plecy. Caesar natychmiast zasypał ją pytaniami o braci. Z pewnością nie była tym zachwycona ale nie dała tego po sobie poznać. Była opanowana i uśmiechnięta.

Przyszła moja kolej. Czułem się pewnie, wiedziałem, że jestem dobrze przygotowany.

- Witaj, Finnicku. Jesteś bratem Rosalie Odair, zwyciężczyni 56. Głodowych Igrzysk, prawda?

- Tak, to prawda.

- Masz zwycięstwo we krwi. Myślisz, że uda ci się zwyciężyć?

- Mam taką nadzieję.

- Możesz się pochwalić jakimiś szczególnymi umiejętnościami? Czymś co cię wyróżnia?

- Cóż... myślę, że o tym wszyscy się przekonają już na arenie.

- A czy jest ktoś specjalny, do kogo chciałbyś wrócić? Może jakaś dziewczyna?

- Mam rodzinę, przyjaciół... to dość dużo osób. Ale nie ma wśród nich nikogo, kto byłby najważnieszy, ponad wszystkimi innymi.

- Rozumiem. Powodzenia, Finnicku. I niech los zawsze ci sprzyja! - Uścisnęliśmy sobie dłonie i zszedłem ze sceny.


CZYTASZ = KOMENTUJESZ